Obowiązek uczęszczania do szkół powszechnych wprowadzono na podstawie dekretu z lutego 1919 roku i właściwie przez okres dwudziestolecia międzywojennego był ten dekret na terenie Rostarzewa w 100% wypełniany. Praktycznie nie było na terenie Rostarzewa analfabetów, tak wśród starszego pokolenia jak i wśród młodzieży. Nie znaczy to, że wszyscy uczęszczający do szkoły powszechnej kończyli ją, ale przynajmniej posiadali umiejętność pisania, czytania i liczenia w zakresie podstawowym.
Szkoła w Rostarzewie obejmowała swoim zasięgiem działania miasto /wieś/ Rostarzewo, Stodolsko, Cegielsko, Głodno, Dąbrówka folwark, Tłoki Nowe, z tym, że z Głodna obejmowała dzieci tylko z rodzin polskich, natomiast z Tłok Nowych przychodziły dzieci z tych rodzin, które mieszkały bliżej Rostarzewa, ale dopiero po rozwiązaniu gminy szkolnej w Karpicku.
W początkowym okresie - po odzyskaniu niepodległości, w rostarzewskiej szkole pracowali nauczyciele narodowości niemieckiej, którzy mogli pracować po zdaniu z wynikiem pomyślnym egzaminu ze znajomości języka polskiego.
Zgodnie z traktatem mniejszościowym prowadzono w młodszych oddziałach nauczanie osobne dla dzieci polskich i osobne dla dzieci niemieckich. Wprawdzie starano się prowadzić wspólne imprezy szkolne, było to jednak niechętnie widziane zarówno przez Polaków jak i Niemców. Nastroje nacjonalistyczne były w obydwu narodowościach tak silne, że wszelkie uroczystości szkolne były przesiąknięte nacjonalizmem, co bardzo utrudniało współpracę między uczniami polskimi i niemieckimi. Nauka odbywała się w 7 oddziałach przy czym uczniowie kończyli naukę w wieku 14 lat klasą piąta. Tylko w roku szkolnym 1933/34 prowadzona była klasa siódma, którą ukończyło 4 uczniów.
Bardzo skomplikowane były sprawy budżetowe szkoły. Wraz z rozwojem szkoły, zwiększaniem ilości dzieci i wydatkami wzrastał budżet szkolny. W latach 1926-29 wzrastał on odpowiednio od 1560 do 3450 zł. Były to lata pomyślne w dziedzinie gospodarczej, dlatego też możliwe było uchwalenie nawet wysokiego budżetu bez większych przeszkód ze strony okolicznych gmin wiejskich. W latach kryzysu uchwalenie budżetu gminy szkolnej było utrudnione, gdyż gminy wiejskie - borykając się z trudnościami finansowymi nie chciały partycypować w wydatkach. Udział w kosztach na rzecz gminy szkolnej zależał od ilości dzieci: Rostarzewo ponosiło koszty w granicach 60 - 70% wydatków.
Ilość dzieci w latach 1926-1938 przedstawiała się następująco:
|
Rok wyznanie |
1926 |
1927 |
1928 1929 |
1929 1930 |
1932 1933 |
1933 1934 |
1934 1935 |
1935 1936 |
1936 1937 |
1937 1938 |
1938 1939 |
|
katolickie |
179 |
206 |
146 |
|
157 |
|
|
177 |
175 |
169 |
152 |
|
ewangelickie |
72 |
73 |
61 |
|
51 |
|
|
49 |
56 |
51 |
50 |
|
Razem |
251 |
281 |
207 |
211 |
208 |
225 |
229 |
226 |
231 |
220 |
202 |
Na przełomie lat 20 i 30-tych spadła znacznie liczba uczniów, było to spowodowane niżem demograficznym, powstałym w latach pierwszej wojny światowej oraz wyjazdem optantów niemieckich. W latach 30 - tych liczba uczniów stała na równym poziomie.
Szkoła w Rostarzewie miała wielu dobrych nauczycieli i kierowników. Wśród kierowników wzorową postawą społeczną wyróżnił się Antoni Stumy, który wraz z żoną Janiną był założycielem w 1928 roku Związku Nauczycielstwa Polskiego w powiecie wolsztyńskim.
Nauczyciele rostarzewscy pomagali w pracy miejscowym organizacjom społecznym, a jednocześnie starali się, aby szkoła w Rostarzewie pracowała na wysokim poziomie. Ich praca wzbudzała uznanie nie tylko w oczach miejscowego społeczeństwa, ale także przełożonych szkoły.
Trudna sytuacja szkoły miała miejsce w latach trzydziestych. Okres kryzysu utrudniał zaopatrzenie się uczniów w zeszyty, przybory do pisania itp. Dlatego też w szkole - między innymi z inicjatywy Kazimierza Grzybowskiego, działał szkolny sklepik, w którym uczniowie po minimalnych cenach mogli się zaopatrzyć w potrzebne artykuły szkolne. Często jednak zeszyt zastępowała tabliczka, a ołówek był zastępowany rysikiem. Największym jednak wrogiem dzieci był głód, toteż organizowano przy szkole dożywianie. W Rostarzewie najczęściej dawano tzw. zupę z kotła z kromką chleba - często ten posiłek był jedynym gorącym posiłkiem w ciągu dnia. Trudna sytuacja finansowa rodziców, a jednocześnie wysokie wpisowe do szkół ponadpodstawowych uniemożliwiała uczniom ukończenie szkoły siedmioklasowej i uczęszczanie do szkół ponadpodstawowych.
Szkoła w Rostarzewie - jak prawie wszystkie w kraju, była szkołą wyznaniową, dlatego też pilnie przestrzegano odprawiania praktyk religijnych przez młodzież i nauczycieli. Nauczyciele rostarzewscy dbali o swój warsztat pracy. Z funduszy szkolnych starali się powiększać skromny księgozbiór biblioteczny, powiększyć zestaw pomocy naukowych, organizowali konferencje nauczycielskie w ognisku związkowym. Rostarzewo należało do obwodu konferencyjnego w Rakoniewicach, gdzie działało Stowarzyszenie Nauczycieli Polaków - endecki związek grupujący przeważnie nauczycieli starszych i Związek Nauczycielstwa Polskiego, do którego wstępowali młodsi nauczyciele - często o lewicowych przekonaniach.
Opiekę lekarską nad mieszkańcami miasta sprawowali dr Markwitz - w pierwszych latach niepodległości, a następnie dr Nowak. W zakresie ich obowiązków leżały szczepienia ochronne, kontrola stanu zdrowotnego ubogich miasta. Prywatna opieka lekarska była natomiast droga i choroba członka rodziny była dla niej nieszczęściem. Trudno się dziwić , że uciekano się w wypadku choroby do pseudolekarzy, nastawiaczy kości itp. Często zdarzało się, że osoby, które nie posiadały odpowiednich środków finansowych - prywatnych lub organów samorządowych albo instytucji dobroczynnych, były pozbawione opieki lekarskiej - nawet jeśli to była choroba zakaźna.
Natomiast przez długi czas nie działały w Rostarzewie towarzystwa dobroczynne. Związek Wspierania Ubogich powstał dopiero pod koniec kryzysu gospodarczego. Ubogimi miasta opiekowało się rostarzewskie społeczeństwo organizując kwestę dla ubogich lub też opiekował się nimi Magistrat. Utrzymanie ubogich było dość kosztowne dla mieszkańców, gdyż ubogi - powyżej 14 roku życia, a niezdolny do pracy, powinien otrzymać do 24 zł miesięcznie, a poniżej 14 roku życia - do 15 zł miesięcznie. Często należało opłacić komorne, które na terenie Rostarzewa wynosiło około 7 zł za jedną izbę, dochodziły do tego ewentualne koszty leczenia. Toteż często jedynym źródłem utrzymania dla ubogich było żebractwo, które choć nie było problemem społecznym na dużą skałę, to jednak wśród ubogich mieszkańców Rostarzewa miało miejsce.
Liczba ubogich wykazywana w statystykach miasta nie była zbyt wysoka - było ich od kilku do kilkunastu w trudniejszych okresach, a faktycznie ich liczba była większa, gdyż ewentualne renty wdowie, sieroce, inwalidzkie lub niektóre emerytury były niskie; nie przewyższały ustawowych zasiłków dla ubogich, a więc kwoty 24 zł, nie zapewniały więc możliwości pełnego utrzymania. Dla sierot powołany był tzw. Doradca Sierot, który miał prawną opiekę nad sierotami, obowiązany był wyszukać dla nich warsztatów rzemieślniczych, gdzie mogliby zdobyć zawód. Do 1924 roku Doradcą Sierot był Paweł Schultz, po nim funkcję tę pełnił Józef Boiński.


